Jarosław Kaczyński otrząsnął się po gigantycznej traumie narodowo – osobistej tragedii i rozpoczął kolejną polityczną batalię o zwycięstwo w nadchodzących wyborach parlamentarnych.
 
Trudno mi było uwierzyć, że tak się stanie. Ale prezes PiS wyraźnie wrócił do fizycznej i intelektualnej sprawności.
 
Kaczyński wraca też wreszcie na front medialny, gdzie radzi sobie nie tylko niezwykle sprawnie z elektronicznymi nowinkami, ale i ma odwagę wejść do TVN, która musi być dla niego istną jaskinią lwa. Wczoraj w programie Justyny Pochanke radził sobie znakomicie, zwłaszcza w końcowej części programu, gdy gadatliwej jak zwykle dziennikarce zwrócił uwagę, że albo da mu kończyć wypowiedzi, albo sama będzie za niego pointować każde zdanie.
 
Sądzę, że w prezentowanej formie Kaczyński ma wielkie szanse uzyskać zwycięstwo w nadchodzących wyborach i odsunąć od władzy zużytych ludzi PO. Każdy z ministrów tego rządu mógłby pełnić dobrze tylko jedną funkcję: ministra propagandy.
 
Jestem więc pewien, że Kaczyński jest w stanie uzyskać jesienią wynik podobny do tego z ubiegłorocznych wyborów prezydenckich. A to gwarantowałoby mu bezdyskusyjną przewagę nad Platformą.
 
Czy ewentualny wyborczy sukces będzie wygraną prezesa PiS? Czy Jarosławowi Kaczyńskimu jako zwycięzcy prezydent powinien powierzyć misję tworzenia rządu?
 
Wydaje mi się, że Kaczyński powinien desygnować w imieniu zwycięskiej partii inną niż on sam osobę, która zaproponuje skład rządu. A powinien to zrobić w interesie Polski.
 
Przy założeniu, że PiS wygra, a Kaczyński wspaniałomyślnie zrezygnuje z funkcji premiera, z pierwszy ról na scenie politycznej znikną dwaj antagoniści: Tusk i Kaczyński. Mam oczywiście własne zdanie, ogłaszane na tych łamach nie raz, kto jest winien polsko – polskiej wojny. Rezygnując jednak z funkcji premiera Kaczyński mógłby wykazać głęboką wiedzę i wspaniałomyślność w kwestiach dotyczących narodowego pojednania. Bo ten platformersko – pisowski spór spowodował już w kraju dość szkód i dość tragedii. Przy objęciu teki premiera przez Kaczyńskiego wyobrażam już sobie Tuska jako lidera opozycji torpedującego wszelkie działania rządu. Wyobrażam sobie kolejne cztery stracone dla Polski lata.
 
Kaczyński z jego budzącą moje najwyższe współczucie sytuacją osobistą nie byłby moim zdaniem w stanie wspiąć się na szczyty prawdziwego męża stanu w sprawach wewnętrznych i międzynarodowych. On potrafi być i jest znakomitym reżyserem politycznych spektakli. Wprawiając w ruch ten rzeczywisty teatr, Jarosław Kaczyński zapominał o własnej sławie, pracując w 2005 roku na sławę brata.
 
Wbrew temu co mówią nie jego przeciwnicy polityczni, ale jego wrogowie, Kaczyński umie rezygnować z zaszczytów. Dał temu wyraz podając do dymisji cały swój gabinet.
 
Życie osobiste pana Kaczyńskiego interesuje mnie najmniej. Mierzą mnie prasowe doniesienia o jego życiu sentymentalnym i kretyńskie bon mot byłego lidera polskiej dyplomacji o zainteresowaniach hodowcy zwierząt futerkowych. Wiem jednak z praktyki, że premier w relacjach międzynarodowych nie powinien pojawiać się jako singiel. To krępujące, niezręczne, mało dyplomatyczne.
 
Kogo więc desygnować na premiera?
 
Problem w tym, że w bezpośrednim zapleczu lidera PiS nie widać nikogo, kto mógłby sprostać wysokim wymaganiom stawianym premierowi rządu Rzeczypospolitej. Odrzucam myśl o tym, że mógłby nim być taki kolejny królik z kapelusza, jak Marcinkiewicz.
 
Obawiam się, że prawdziwego męża stanu Kaczyński powinien szukać w nieuchronnie podzielonej po przegranych wyborach PO. Może powrót do koncepcji „premiera z Krakowa” z 2005 roku nie byłby taki zły również w 2011 roku? Niekoniecznie powinno to przecież oznaczać powrót na polityczną scenę Jana Rokity, choć chyba żadnych ze swoich predyspozycji ten polityk na pewno na dobrowolnym politycznym wygnaniu nie stracił.
 
Sądzę jednak, że w Krakowie, Poznaniu i Gdańsku nie brakuje utalentowanych ludzi…
 
Kłopot Kaczyńskiego po ewentualnych wygranych wyborach nie skończy się na wyborze osoby, która z jego namaszczenia przyjmie misję utworzenia rządu.
 
W gabinecie przyszłej zwycięskiej partii nie widzę wielu ludzi zdolnych udźwignąć ciężar kierowania resortami. Waszczykowski ministrem spraw zagranicznych? Nie ten format. Kępa po doświadczeniach na stanowisku podsekretarza stanu ministrem sprawiedliwości? Raczej przełożona służby więziennej, bo chyba ten wycinek podlegał tej pyskatej pani przed laty. Jurgiel szefem resortu rolnictwa? Przecież białostoccy geodeci umrą ze śmiechu. Suski jako minister kultury? Najwyżej dyrektor departamentu teatrów ze specjalnością perukarstwo.
 
Sądzę, że sam Kaczyński jak i jego doradcy muszą zacząć myśleć już dziś o tym, jacy ludzie kształtować mogą Rzeczypospolitą w grudniu 2011 roku.
 
Pocieszeniem jest dla mnie „Raport o stanie Rzeczypospolitej” ogłoszony przez PiS w tym miesiącu. Synteza ta świadczy o głębokiej analitycznej pracy partyjnego zaplecza Kaczyńskiego. Drzemie w tym zapleczu prawdziwa siła. Oczywiście od dłuższego czasu i z różnych względów Kaczyński nie chce ujawniać nazwisk tego intelektualnego zaplecza. Dla mnie gwarancją prawidłowego kierunku myślenia tej grupy osób jest obecność pani profesor Jadwigi Staniszkis. Ona jest w stanie zasugerować liderowi partii właściwy dobór osób do pracy dla Polski.